Pomin nawigacje

Strona główna \ Euroregion \ Media euroregionalne \ Brzeski „Spas na krwi”

Brzeski „Spas na krwi”

W 2006 r. minęło 10 lat od momentu założenia męskiego klasztoru Św. Afanasego, który znajduje się na miejscu zabójstwa Św. Afanasego Brzeskiego.

Autobus nr 1 zbliża się do piątego bastionu. Pytam się kierowcy gdzie znajduje się klasztor męski. „Przed nami”, odpowiada i zatrzymuje się po kilkunastu metrach przy zielonym betonowym ogrodzeniu. Wychodzę z autobusu i rozglądam się z niepewnością. Spoza szarej metalowej bramy widać niewysoki drewniany budynek z kopułami i złotymi krzyżami. Obok – dwa ceglane domki, wyglądają na zwykłe; jednorodzinne. Raptem przyszła myśl: a czy ja przyjechałem tam gdzie trzeba? Spodziewałem się, że zobaczę olbrzymi budynek podobny do twierdzy...

W poszukiwaniu odpowiedzi kieruje się do bramy. Mijam próg, robię kilka kroków  i zdziwiony zatrzymuje się. Mam odczucie, że znalazłem się w innym świecie. Trudno jest zrozumieć co go wywołało – czy brak ludzi, czy bliskość cerkwi, czy coś innego...

Słyszę czyjeś kroki po lewej. Wychodzi do mnie brodaty mężczyzna w średnim wieku w czarnym ubraniu mnicha – ojciec Makary, przeor monasteru. Siadamy na ławce obok ściany drewnianej cerkwi Św. Afanasego. To właśnie w tym miejscu we wsi Hierszony w 1648 r. wrogowie wiary prawosławnej zamordowali Afanasego Filipowicza, który został nazwany Brzeskim i stał się symbolem duchowości prawosławnej wspólnoty miasta i jej obrońcą w niebie. Później na miejscu śmierci Świętego, podobnie jak Spas na krwi w St.Petersburgu, zbudowano kaplicę, która w naszych czasach została niemal całkowicie zniszczona przez wandali. Pod koniec lat 90. kaplicę przebudowano na cerkiew i teraz pokłonić się tutaj przyjeżdżają nie tylko pielgrzymi z całej Białorusi, ale i z Polski, Ukrainy, Rosji...

Zapytałem ojca Makarego o mieszkańców monasteru. Okazuje się, że jest nie jest ich tutaj dużo: on sam, dwóch mnichów i pięć osób przygotowujących się do zostania mnichami. Oprócz brania udziału we mszy i dbania o czystość duszy pracują w przyklasztornym warzywniaku, hodują pszczoły i obserwują wznoszenie domu, w którym będą mieszkać bracia – właśnie tego masywnego ceglanego budynku z zieloną dachówką, którego nie zobaczyłem od razu przez gęste liście drzew. Na razie tam nikt nie mieszka. Budowa rozpoczęła się jeszcze pod koniec zeszłego stulecia, ale póki co nie widać końca. „Przecież to nie jest państwowa budowa, gdzie termin ukończenia jest ściśle określony - tłumaczy ojciec Makary – to monaster. Kiedy będą datki, będą ludzie, chcący tu mieszkać i służyć Bogu - wtedy i ruszy budowa.”

Na czarnej powierzchni asfaltowego placu przed wejściem do dawnej kaplicy, a obecnie cerkwi Św. Afanasego znajdują się dwie białe prostokątne plamy: kiedyś tu rosły dwa olbrzymie kasztany, później kwiaty, po czym z powodu dużej ilości wiernych przychodzących na niedzielną mszę, całkiem je zabetonowano. „Przydało by się znowu zasadzić kasztany - uważa ojciec Makary – dobrze jest schować się w ich cieniu w letnie upały...”
 

Żegnamy się. Kieruję się do wyjścia i przed samą bramą oglądam się: słoneczko złoci krzyże na kopułach cerkwi, nieco dalej wznosi się niedobudowany dom, a przez pole bez pospiechu kroczy człowiek w ubraniu mnicha... I taka panuje nad tym wszystkim atmosfera spokoju i równowagi duchowej, że nie chcę mi się wychodzić.
Dlatego opuszczając granice ziemi monasterskiej, obiecuje sobie,  że koniecznie tu wrócę – na niedzielną mszę.

Alaksiej Saładun
Artykuł zamieszczono na witrynie www.dziedzich.org Rosyjskojęzyczna wersję opublikowano pod pseudonimem Alaksiej Sierow w gazecie „Briestskij Wiestnik”, Nr. 28 (61) 27 lipca 2006 r.